Nie, nie chodzi o mnie z tą kuchareczką, choć, muszę się przyznać, ze popełniłam bardzo pyszny wege-bigos. Najlepszy jaki do tej pory wyszedł spod mych wege-łapek :-)
Ale ja o prawdziwej kuchareczce chciałam napisać :-)
Powstała dlatego, ze moja koleżanka, która bardzo lubi gotować i wydaje się, ze robi to rewelacyjnie, zakomunikowała mi 6. XII., że nie przyszedł do niej św. Mikołaj... Jak zbagatelizować taką jawną niesprawiedliwość??!!!! :-) W bardzo szybkim tempie powstała taka oto kuchareczka, która powędrowała do koleżanki jako spóźniony prezent mikołajkowy :-)
Jest to moja pierwsdza postać ludzka, która wyszyłam, a wyszywało się cudownie, choć 'rąbnąć' się oczywiście musiała, bo nie byłabym sobą :-)))
Mulina DMC, kanwa 14, biała aida z Tajlura.
A tu przedświąteczny, najedzony i zapadający w poobiednią drzemkę, Bej, o którym pisałam kilka postów wcześniej:
Przysięgam, ze nie jest najbrzydszym pieskiem na świecie :-) Po prostu jest niefotogeniczny :-D
Jutro minie 5ty tydzień pobytu u mnie (jak ten czas leci!!!). Wydaje się coraz bardziej pewny siebie i spokojniejszy, zresztą widać na zdjęciu, ze mina zblazowana i nonszalancka...
Życzeń na razie nie składam, bo zajrzę tu jeszcze jutro, a dzisiaj tylko pragnę Wam podziękować, że do mnie zaglądacie :-) Niesamowicie pozytywna energia z Was płynie, za którą również dziękuję :-)


