czwartek, 23 kwietnia 2015

W moim magicznym domku...

Kochani, zanim przejdę do dzisiejszego wpisu, chcę Wam bardzo, bardzo podziękować za ciepłe wpisy pod ostatnim postem i życzenia urodzinowe dla mojego Bratanka Adasia. Byłam bardzo wzruszona czytając Wasze komentarze, ale i ucieszona, bo wszystkie potwierdziłyście nasze rodzinne podobieństwo :-)
A dzisiaj chciałam Wam pokazać mizerne postępy (bo zaczęłam wczoraj) nowego haftu, który ma wyglądac tak:



Jest to maleńki obrazek, ale prócz tego, ze jest śliczny, to jest bardzo modny!!! kolory, to połączenie i typografia, która ostatnio dość często gości na naszych ścianach!
Zwykle wyszywam dla samej przyjemności wyszywania. Potem najczęściej rozdaję te wyhaftowane obrazeczki. Tym razem, robię to dla siebie, z przeznaczeniem na moją ścianę.


Dane techniczne:

- aida ecru 14tka
- mulina DMC
- 6 kolorów

Dawno na aidzie 14tce nie wyszywałam, hahaha i powiem szczerze, że przestawienie się z z lnu, czy aidy 20tki, wydaje się takie, jakbym do przedszkola wróciła, ale liczę, że efekt jednak będzie zadowalający :-)


Szkoda tylko, ze nie moge poświęcić całego dnia na haftowanie, tylko muszę się za prace zabrać :-)

Całusy,
Burana.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Co było dwa lata temu?

Kochani, dwa lata temu byłam jeszcze przed życiową rewolucją, czyli przed przeprowadzką do Warszawy, mój brat jeszcze żył i na świat przyszedł jego synek, a mój bratanek, Adaś, o którym pisałam tutaj.
Nieprawdopodobne, jak wiele może się zmienić przez ten czas...
O bólu, o stracie nie chcę pisać. Przecież takie urodzinki, to nie lada przeżycie i niesamowicie się ciesze, że mój brat po sobie zostawił taką Iskierkę, która skutecznie próbuje nam wypełnić serducha radością.


Z racji odległości, nie widuję Adasia na co dzień. Spotykamy się jednak na Skype (tak, jestem nowoczesną ciotką) i tam sobie rozmawiamy :-) Ostatnio dowiedziałam się, że Adaś mnie kocha, co prawda później przyznał się do miłości wobec żyrafy, misia i zwierzątka. W naszym zacnym gronie nie znalazł się piesek, który jak stwierdził Adaś 'jest gupi' - taaaa, skąd on takie słowo zna? ;-)
Do tego, przyznam Was się z nieukrywaną dumą: mój bratanek troszkę mnie przypomina. Może dobrze, że nie jest do brata podobny, tylko do mnie. Nie nasuwają się przez to skojarzenia, wspomnienia...

Zresztą, sami zobaczcie: ja (w sukieneczce) i Adaś w wieku dwóch lat:


Chyba widoczne podobieństwo? Czy tylko zakochana ciotka sobie je wmawia? :-)))

Szczęścia, Skarbeczku,
życzy ciocia 
(i nie licz, że gdy się wreszcie zobaczymy, nie będę cię ściskać, bo będę i to bardzo mocno)
:-*

A teraz, chciałabym się Wam jeszcze czymś pochwalić :-)))
Cukierasy już do mnie dotarły, a prezentują się tak:


Mam słabość do latarenek i wszelkiego rodzaju świeczuszek, więc bardzo, bardzo dziękuję :-*

Pozdrawiam,
Burana.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Co tu się, proszę Państwa, dzieje? - czyli: jestem w lesie.

I to dosłownie w lesie, bo znowu wróciłam do cudownego wzoru Renato Parolin, który krąży po blogach pod roboczą nazwą SAL sosnowy :-)





Przyznaję, ze bliżej jestem końca, niż początku i to mnie mega motywuje do wyszywania :-) Jednak improwizacji przy tym wzorku mam masę :-) Na szczęście, jakkolwiek wyszyję i tak nie będzie to za bardzo dostrzegalne, więc wyszywam  dalej i tylko się dziwię, w którym miejscu i kiedy, znowu coś źle policzyłam, ale co tam.
Drzewa wyglądają jak drzewa, a to jest najważniejsze, prawda? :-)
Wyszywam na lnie Belfast i jest to moje pierwsze i jak dotąd ostatnie zetknięcie z tym materiałem, ale kto wie... może jeszcze do niego wrócę, bo całkiem przyjemnie się wyszywa.

A Wy wolicie wyszywać na lnie, czy na tradycyjnych aidach? Jak to z Wami jest?


Spokojnej niedzieli,

Burana.

środa, 15 kwietnia 2015

Jestem gruba!!!! Czyli Międzyblogowy Kącik Czytelniczy #4

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejną książkę, czytaną w ramach Międzyblogowego Kącika Czytelniczego, organizowaną przez naszą blogową Koleżankę Paulinę.
Czy walczycie z nadwagą? A może już przestałyście walczyć? Może jesteście chude jak patyk i nie boicie się nadwagi?
Jakkolwiek wyglądacie, tak książka jest dla Was, dla nas wszystkich!!!


Opis książki z portalu Lubimy Czytać:

"Lardżelka", to wspaniała powieść oparta na faktach, a odpowiadająca na pytanie: jak efektywnie schudnąć bez wyrzeczeń. Zofia, swoje stresy "zajada" słodyczami. Efekt? 70 kg nadwagi. Pewnego dnia, kiedy mąż porównuje ją do balii, kobieta nie wytrzymuje napięcia i... Powieść zawiera praktyczne rady, jak schudnąć bez wyrzeczeń i nie poddać się efektowi jo-jo. 

Zanim przejdę do treści książki, wyjaśnię dlaczego ta książka jest i dla puszystych i dla tych mniej puszystych: ponieważ byłam jedną i drugą!!! Byłam chudzielcem. przy wzroście 170 cm, ważyłam 48 kg i czułam się z tym świetnie. Pięć lat później ważyłam 78 kg i nie czułam się z tym dobrze i jednocześnie nie wiedziałam, co mam z tym zrobić.
Tak, przeszłam przez tabletki cud, przez diety nie przechodziłam, bo będąc wegetarianka, jestem już praktycznie na diecie i bałam się jeszcze bardziej ograniczać, przeszłam przez tortury ćwiczeń.
Dzisiaj ważę 60 kg i jeszcze troszkę z wagi mam zamiar zejść, ale już tylko troszkę.

Książka ta jest ku przestrodze, o tym, że przyjemnie się tyje, ale chudniecie to już ciężka walka, najczęściej z sobą samym. Pokazuje nam jak mądrze przejść przez tę walkę i uświadamia nam, ze od momentu, kiedy postanowiłaś schudnąć, ta walka będzie Ci ciągle towarzyszyć! To nie walka, którą masz podejmować wciąż na nowo! To walka, która trwa, która się toczy i podczas której ciągle masz mieć swój cel przed oczami: osiągnąć wymarzoną wagę! A gdy już ją osiągniesz walczysz, by ją utrzymać!

Całe zycie wydawało mi się, że jem mało. W zasadzie tylko śniadanie i obiad. Kolacji już nie jem, nic nie przeżuwałam po 18stej. wtedy mój trener z siłowni, który pomaga mi toczyć moją walkę, stwierdził, ze nie chudnę, bo pewnie jem za mało!!!! Cudowna diagnoza, prawda? :-) Musze jeść więcej, by schudnąć - chyba wszystkie o tym marzymy. Kazał jeść mi 5 małych posiłków, ostatni na 2 godziny przed snem. Zainstalowałam sobie więc specjalną aplikację, która mi przypominała o posiłkach o konkretnych porach i wtedy przeżyłam szok!!! Okazało się, ze oszukuję sama siebie! To nie była prawda, ze jem tylko sniadanie i obiad, a potem już nic!!! Po drodze było masę rzeczy, które podjadałam!!!!! Z moich pięciu posiłków, nagle wyszło chyba z 20!!!!! Tego też nas uczy książka Pani Wandy Szymanowskiej: cokolwiek bierzesz do buzi - jest posiłkiem!!!!
Teraz grzecznie trzymam się moich pór jedzenia, wyznaczana przez aplikację w komórce i nie przekraczam tej ilości, do tego pijam około 2,5 l wody dziennie. nie jadam słodyczy. Żal mi posiłku o określonej porze, który miałby być tylko przyjemnością, a sprawi, ze do kolejnej pory jedzenia, będę zwijać się z głodu. wolę zjeść coś pożywnego, choć może mniej smakowitego niż czekolada :-)

Jak widać po tym poście, walka z kilogramami jest paskudna, a najważniejsze podczas niej jest nie oszukiwać samej siebie!
O tym właśnie jest ta książka: o walce, o docieraniu do siebie, o godzeniu się z sobą i poznawaniu własnego ciała. To jest bardzo mądra i ważna pozycja i powinna być przeczytana przez nas wszystkie! Nie zabraknie w niej też romansu, wspierającej przyjaciółki i fajnych przepisów! No i najważniejsze: książka, która uczy wiary w siebie, bo jeśli bohaterce się udało, to i mnie się uda, prawda?

Oczywiście, że tak!!!!
Uda się, wystarczy tylko zacząć walczyć, a dla przypomnienia, ze nie jesteśmy same w tej walce: przeczytać książkę 'Lardżelka' - Wandy Szymanowskiej :-)

Moja ocena 9/10


Książka, która tak mnie skłoniła do zwierzeń została przeczytana w ramach Międzyblogowego Kącika Czytelniczego:

http://zielenie.blogspot.com/2015/02/miedzyblogowy-kacik-czytelniczy.html

Za możliwość przeczytania 'Lardżelki', dziękuję Autorce.

Pozdrawiam,
Burana.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Poświąteczne kurczaki...

Kochane, skończyłam kolejny cudowny obrazek z serii Bell&Boo!!! Co prawda, liczyłam, ze wyrobię się z nim na Święta, bo akcenty były mocno wielkanocne, no, ale same wiecie, jak to czasami z czasem bywa przed Świętami - przecieka przez palce, nie wiadomo jak, nie wiadomo kiedy :-) U mnie do tego dochodził jeszcze inny problem: nie mogłam się z tym wzorkiem 'dogadać'.

Prułam już po kilku pierwszych krzyżykach, potem pomieszałam kolory i znowu prułam, krzyżyki gdzieś mi znikały, nie mogłam się doliczyć co gdzie i jak, popełniłam kilka krzyżykowych błędów, no i na koniec, zauważyłam, ze jednego koloru z bazy mulinek przygotowanych do projektu, w ogóle nie użyłam!!! Szukam, gdzie znowu sie pomyliłam! Na szczęście chodziło tylko o te ziarenka! w oryginale są takie trochę ciemniejszy szary, nie kontrastują aż tak bardzo z tłem, jak u mnie. Ja je walnęłam na brązowo, no, ale to już nie jest dramatem :-)
Efekt końcowy, jak to zawsze w tych wzorkach, jest przesłodki, pomimo moich 'byków' :-)



Dane techniczne:

- aida Zweigart 18 ct (kolor ecru)
- mulinki DMC, trochę Anchor


Teraz chwilowo sobie zrobię wolne od tej serii. Już mam troszkę dość, ale tylko na jakiś czas.


Chwalę się więc wielkanocnym wzorkiem z co najmniej tygodniowym opóźnieniem, ale po tylu 'przejściach', aż dziw, ze nie rzuciłam go w kąt, powiększając stos UFO-ków :-)))



Całusy,
Burana.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Spóźnione wyniki candy!!! :-)


Kochani, wybaczcie mi to straszne opóźnienie, ale świąteczna i poświąteczna atmosfera nie sprzyja blogowemu życiu :-)
Jednak już jestem i gotowa jestem do losowania, a w zasadzie do podania wyników, bo losowanie odbyło się już rano, tak na szybko.
Zebrałam Was wszystkich zgłoszonych tu na blogu i wszystkie zgłoszenia z facebooka, poukładałam w kolejności, przyporządkowałam liczbę i kazałam memu Ukochanemu wybierać...





Została wylosowana osóbka, która zgłosiła swą chęć udziału w zabawie na fanpage'u:


Danuta Fiedor To ja bym prosiła imię mojej przyjaciółki Kasi. Niedługo zbliżają się jej urodziny, prezent byłby idealny :-)))

Zatem, ja na samplerku wyszyję imię Kasia!
Pani Danusiu - gratuluję, a Wam bardzo, bardzo, baaaardzo dziękuję za zabawę!

Całusy,
Burana.


sobota, 4 kwietnia 2015

Życzenia!

Kochani, wpadłam tylko na chwilkę, by złożyć Wam wszystkiego najlepszego, radosnych, spokojnych i rodzinnych Świąt! Niech te dni będą słoneczne, a Dyngus - mokry :-))))



Przypominam też o moim candy, które kończy się jutro. Jakoś niefortunnie datę wybrałam, więc na wyniki będziecie pewnie musieli poczekać do wtorku - wybaczcie :-)


Miłego dnia, 
Burana.

poniedziałek, 30 marca 2015

Belle & Boo - są postępy!

Trochę się ostatnio zaniedbałam blogowo, ale tak piękna pogoda, nie daje pretekstu do siedzenia w domu. Haftu jednak nie odpuściłam i szczerze mam nadzieję, ze zdążę z nim na Wielkanoc. 
Wreszcie doszły zakupione brakujące kolorki - prezentują się pięknie, prawda?




Przyznaję, że część z tych mulinek, jest mi potrzebna do nowego haftu (ufokom chyba będzie dane zostać ufokami)...

Prezentuję więc Wam wiosenna Belle i jej przyjaciela Boo :-) 



Jak widzicie: brakuje głowy, ale kto z nas nie traci głowy na wiosnę? :-)
Zwróciłyście ostatnio uwagę, ze Boo ma bardzo smutną minkę :-) Cóż, mój piesek ma podobna, gdy chciałby coś dostać, ale nie może. króliczkowi pewnie chodzi o te panoszące się kurczaki, a wierzcie mi, tych kurczaczków będzie dużo więcej :-)))

Pozdrawiam wiosennie i idę pobuszowac po Waszych blogach,
Burana.

wtorek, 24 marca 2015

Międzyblogowy Kącik Czytelniczy #3

Ależ fajną książkę przeczytałam!!! Przyznaję, że zaintrygowała mnie okładka, choć w opiniach innych czytelniczek czytałam, że okładka 'odstrasza', bo kojarzy się zbyt bajkowo, z opowieścią dla dzieci, czy młodzieży... Widocznie, ciągle we mnie tkwi coś z dziecka, bo ja byłam zachwycona!
Wybaczcie przydługi wstęp. 
Dzisiaj będę pisać o kryminale z romansem w tle, a może romansie z kryminałem w tle, pt.: 'Dante na tropie' - Agnieszki Olejnik.


Opis z empik.com:

Tej książki nie można czytać obojętnie. Emocje są gorące, zbrodnie makabryczne, przyjaciele wierni, bohaterka pociągająca, a Dante niezawodny.
Anna Drozd przyjechała do małego miasteczka, kupiła piękną willę na uboczu, wyremontowała ją i zamieszkała w niej razem z wyżłem weimarskim o poetyckim imieniu Dante. Znalazła pracę w miejscowej bibliotece, a ponieważ była typem samotniczki, życie wśród bibliotecznych regałów bardzo jej odpowiadało. Mieszkańcy miasteczka zaintrygowani samotniczym życiem młodej kobiety, tonęli w domysłach, co też skłoniło Annę do porzucenia poprzedniego życia w dużym mieście. Większość stawiała na zawód miłosny, ale na nieszczęście plotkarzy, nikt więcej nie mógł się niczego o niej dowiedzieć.
Bomba wybucha, kiedy Dante na spacerze przynosi do nóg swojej pani ludzki palec. Przerażona Anna biegnie na komisariat, gdzie poznaje komisarza Wiktora, podobnie jak ona pokiereszowanego przez życie. W spokojnym dotychczas miasteczku  zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Osoby, z którymi Anna rozmawia, próbując wyjaśnić kryminalną zagadkę, umierają w tajemniczych okolicznościach. Wkrótce jej samej zaczyna grozić niebezpieczeństwo…
Czy Anna rozwikła tajemnicę zbrodni? Czy znajdzie spokój i zostanie w miasteczku z psem i mężczyzną przy boku?

To była moja pierwsza styczność z tą Autorką, ale z pewnością nie ostatnia. Czytało się błyskawicznie i sądzę, że miałam wypieki na twarzy, mimo, że opis Głównego Obiektu Pożądania był tak daleki od zwykłych romansów! Bo jak można pożądać brzydala? :-) Tak nie dzieje się w książkach!!! 
Halo, Pani Autorko!!!! 
A w życiu? :-) 
Czy zawsze pożądamy, zakochujemy się w Adonisach? Cóż, mnie się to rzadko zdarzało i dlatego Wiktor wzbudzał we mnie nie tylko sympatię, ale i wywoływał żywsze bicie serca, gdy tylko się pojawiał na kartkach książki.
Jest to opowieść o zwykłych ludziach, którym się zdarzyła niezwykła przygoda. Autorka świetnie przeplata dramatyzm z humorem, emocjami, które towarzyszom fascynacjom. Pojawia się też tajemnica, a nawet krwawa zemsta! Niebanalna krwawa zemsta, bo i jej źródło bierze się z tragicznej historii. Przyznaję, że to nadaje głębi tej powieści i przestaje ona być tylko kryminalnym romansidłem. 
Podobało mi się uchwycenie atmosfery sennego, małego miasteczka. Podobali mi się bohaterowie, niejednoznaczni i nie sztampowi, no i podobał mi się Dante!!!!
A kim jest Dante, dowiecie się już z pierwszych kartek tej powieści, którą bardzo polecam!!!!

Moja ocena: 9/10

Książkę przeczytałam w ramach Międzyblogowego Kącika Czytelniczego, o którym przeczytacie klikając na banerek :-)

http://zielenie.blogspot.com/2015/02/miedzyblogowy-kacik-czytelniczy.html



piątek, 20 marca 2015

Wiosna!

Wiosna już w pełni, więc i u mnie zagościły kurczaczki i króliczek :-) Jak wspomniałam, wyszywam kolejny obrazek z serii Belle&Boo i jak widać, akcenty wiosenne są mocno zaznaczone :-)


Ciągle czekam na brakujące muliny, więc postępów nie ma zbyt dużo, ale już mnie fala czułości zalewa na myśl o całości :-)


Teraz to juz pewnie kojarzycie ten obrazek bez problemów? :-)

Pozdrawiam słonecznie,
Burana.